Written by: aktualnosci

Trwały Szalunek Papieski: Architektura, Sztuka i Dziedzictwo Jana Pawła II

Rok 2020 miał być czasem radosnego świętowania. 18 maja 1920 r. urodził się Karol Wojtyła - najsłynniejszy Polak wszech czasów i ważny autorytet moralny dla 92 procent Polaków. Planowano koncerty, wystawy, festyny. W czerwcu miała odbyć się także beatyfikacja papieskiego mentora i przyjaciela, kard. Stefana Wyszyńskiego - kolejna okazja do celebracji. Choć nikt raczej nie liczył, że obchody stulecia urodzin papieża powtórzą sukces obchodów Millenium, to istniała nadzieja na chociaż niewielkie duchowe odrodzenie Polaków. Jednak stało się inaczej. O ile beatyfikacja została odłożona na czas po pandemii, obchodów urodzin papieża nie dało się przesunąć. Zaplanowane na cały rok wielkie wydarzenia publiczne zostały odwołane. Instalacja przed Muzeum Narodowym nie była jednak jedyną inicjatywą, jaką w 2020 r. świat sztuki podjął w ramach obchodów. Urodziny papieża zostały zorganizowane min. w krakowskim MOCAK-u. Papieskie portrety, które odsłonięto w cieniu pandemii, pokazują różne spojrzenia na Jana Pawła II - zarówno na fenomen, najnowszy symbol w polskim kodzie kulturowym, jak i na postać z krwi i kości. Papież w swoim słynnym Liście do artystów zwracał się do twórców, by odnowić współpracę między światem sztuki a Kościołem.

Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski

Fenomen Kulturowy i Artystyczny: Od "Papaja" do "Rzułtej Morda"

Funkcjonujemy w hiperrzeczywistości papieskiej. Papież został pochłonięty przez swój własny obraz, przekształcając się w oderwane od osoby wyobrażenie. 2137, JP2GMD, RiGcz, cenzo, rzułta morda, papaj - to papieski kod, którym nasze pokolenie posługuje się na co dzień. Jan Paweł II zajebał mi szlugi, Ty Janie ziemniaku, co dobry jesteś w smaku, co tu się odjaniepawla - „Jan Paweł II” funkcjonuje zwłaszcza w języku młodzieży jako coś między przekleństwem a zabawnym powiedzonkiem. Karolina Konopka na swojej wystawie „Tortologia” w BWA w Katowicach zaprezentowała 37-warstwową wadowicką kremówkę. Jest to gorzki komentarz na temat obecności Jana Pawła II w masowej wyobraźni. „Skremówkowanie” papieża, o którym pisał Krzysztof Mazur w tekście otwierającym 24. Kiedy patrzymy na tę kremówkę, wydaje się, że wieża nie wytrzyma już kolejnej, 38. warstwy - po prostu się wywróci. Konopka „upiekła” także komentarz do problemu polskości. Prezentuje torty w barwach narodowych, ozdobione orzełkiem - jak przestrzega artystka-cukierniczka - są one pełne kremu, śmietany, spulchniaczy, wysoce ciężkostrawne. Choć są to wystawiennicze wyroby cukiernicze, Konopkę fascynuje możliwość ich uroczystej konsumpcji. hananapa (Hanna Parchańska) do perfekcji opanowała sztukę „domalowywania wąsów” papieżowi. Bierze oprawione w ramkę typowe portrety papieża, aby dokonać customizingu jego wizerunku. Papież bywa straszny, czasem jest sympatyczny. Na jednym obrazku papieża ściska Matka Boska, na innym ośmiornica, na pewnym kolażu jest on podpisany „bestia z Wadowic”, w kolejnym papież trzyma pastorał zakończony serduszkiem, a w opisie widzimy napis „walczę miłością”.

Krakowski MOCAK zorganizował wystawę na 100-lecie urodzin papieża. W zapowiedziach można było przeczytać, że poświęcona będzie „fenomenowi osoby” Jana Pawła II. Często pokazywano zdjęcie z ekspozycji, przedstawiające ścianę kolorowych Papieży ogrodowych Petera Fussa. Spodziewaliśmy się więc zatem czegoś spektakularnego, wielkich ścian obklejonych cenzopapami, sal wypełnionych papieskimi pomnikami Dźwigaja, ziemi drżącej od huku Barki. Z początku byliśmy skonsternowani. Wkrótce jednak okazało się, że niewielkie rozmiary i intymność były wielkim atutem tej wystawy. Wbrew zapewnieniom kuratorów, dla nas, funkcjonujących w hiperrzeczywistości papieskiej, wystawa była powrotem do źródła. Piotr Uklaiński w 2004 r. namówił 3500 brazylijskich żołnierzy, żeby ze swoich ciał utworzyli portret papieża. W ten właśnie sposób duża część naszych rodaków chciałaby widzieć fenomen portretowania Jana Pawła II - to m.in. pod tym „żywym” wizerunkiem, przedstawionym na billboardzie, Polacy tłumnie gromadzili się po śmierci papieża. Marzono o tym, że złożymy jego wizerunek z nas samych, poprzez wspólne działanie. Ten proces dobrze oddaje słynna praca Rafała Bujanowskiego Schemat malowania papieża (2001 r.). Przedstawia ona, jak w paru krokach namalować uproszczony obraz JP2 - to prosty tutorial. Każdy może namalować swojego papieża, będą oni jednak prawie identyczni, gdyż stanowią podmalówkę do masowej produkcji.

Szczególnie interesujące były prace o samym papieżu, jakie zobaczyliśmy na wystawie. Praca Volke’a Hildebrandta Papieże (2008) pozornie zdawała się również zmierzać w kierunku refleksji nad papieskim wizerunkiem. Hildebrandt stworzył cały cykl prac z różnymi znanymi postaciami - Marilyn Monroe, Marleną Dietrich, Audrey Hepburn - w których klatka po klatce rozkłada gesty uwiecznione na filmach. Nie inaczej postąpił z papieżem. Gdy jednak patrzymy na te momenty klatka po klatce, pop-artowe przedstawienia zamieniają się nagle w medytację nad tymi chwilami. Obserwujemy radość i unoszenie rąk w pierwszym papieskim błogosławieństwie, przyglądamy się, jak chowa w rękach twarz po przyjęciu komunii, a wreszcie - jak powoli znika za białą kotarą, bezsilny i schorowany, błogosławiąc nas drobnym gestem.

Szczególnie poruszającą pracą w dzisiejszym kontekście jest Pod pomnikiem (2008) Huberta Czerepoka. W czerwcu 1987 r. 1,5 tysiąca esbeków i wojskowych udających wiernych odwróciło się plecami od modlącego się pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 papieża Jana Pawła II. Hubert Czerepok zaprosił kilkaset osób, by powtórzyło ten gest odwrócenia się - tym razem bez przymusu. „W czasach, kiedy historia staje się obszarem manipulacji i podziałów, sytuacja ta jest swego rodzaju międzypokoleniowym gestem jedności” - komentował swoją pracę Czerepok. W kontekście współczesnego przyspieszenia sekularyzacji w Polsce praca ta jest nad wyraz wymowna. Wystawa w MOCAK-u była głównie powtórzeniem wystawy Papieże z 2014 r., a większość zaprezentowanych na niej prac pochodziła z pierwszej dekady wieku, często z czasów, kiedy papież jeszcze żył. Jan Paweł II, zredukowany do postaci papaja, stał się jednym z symboli skupiających na sobie gniew protestów w 2020 r. Wizerunek, zupełnie oderwany od jego osoby, zderzył się z zarzutami krycia pedofilii. Prawdziwy papież rozpłynął się w kremówkowym kiczu, została symboliczna postać jako cel ataków. Podczas protestów na ulicach polskich miast jesienią 2020 r. „Papież z krwią na rękach” stał się dla protestujących symbolem władzy i opresji.

Instalacja artystyczna nawiązująca do Jana Pawła II

„Zatrute Źródło” i Droga Krzyżowa Papieskich Wizerunków

Zatrute źródło Jerzego Kaliny to bez wątpienia najbardziej rozpoznawalna z prac, które w 2020 r. poruszyły temat Jana Pawła II. Została ona również poddana niemal jednogłośnej krytyce - zarówno w środowiskach bliskich Kościołowi, jak i tych sceptycznie do niego nastawionych. Naturalnej wielkości figura papieża, wznoszącego głaz wysoko ponad głową, brodząca po kostki w wypełnionej czerwoną cieczą fontannie na dziedzińcu Muzeum Narodowego w Warszawie - tak wygląda Zatrute źródło. „Mamy tu do czynienia z dziełem jednoznacznie bezmyślnym, z kiczem operującym bardzo prostą formą skojarzenia, kierującą nas - wbrew intencjom twórcy - raczej w stronę rechotu niż zadumy” - komentował na łamach Gazety Wyborczej Kazimierz S. Ożóg, profesor w Katedrze Sztuk Pięknych Uniwersytetu Opolskiego, autor monografii poświęconych pomnikom Jana Pawła II. „To artystycznie słaba praca. Okazuje się, że jej największą siłą jest potencjał memiczny. Oprócz krytyki jakości samej pracy, niektórzy wskazywali jednak na jej niejednoznaczność, a co za tym idzie - podatność na różnorodne interpretacje. „Instalacja Kaliny, po pierwsze, jest bardzo fotogeniczna i dobrze wygląda z różnych ujęć. Po drugie - ważniejsze - jest podatna na skrajnie różne konteksty. Prawicowcy mogą ją czytać jako formę uhonorowania Jana Pawła II, lewicowcy jako krytykę Kościoła, który ma krew na rękach. […] Być może Jerzy Kalina ma talent do tworzenia takiej sztuki, choć trudno powiedzieć, na ile świadomie z niego korzysta” - zauważyła Emilia Dłużewska, kulturoznawczyni i badaczka mediów cyfrowych, oceniając pierwsze reakcje na dzieło. Liczne próby zmiany sensu pracy w ramach strategii subwersji rzeczywiście się pojawiły. W okresie protestów związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie usunięcia przesłanki eugenicznej z ustawy antyaborcyjnej, grupa aktywistek wskoczyła do fontanny, udając, że próbują bronić się przed ciskającym w nie głazem papieżem.

Rzeźba Kaliny wpisuje się w cykl prac sztuki współczesnej, który możemy porównać do drogi krzyżowej. Zatrute źródło to kolejna po słynnej rzeźbie Maurizio Cattelana z 2002 r. stacja - papież na przemian upada pod ciężarem meteorytu i się podnosi. Zamiast dźwigać kamień dalej, Jan Paweł II zamierza się jednak do tego, by go odrzucić - cisnąć nim w tytułowe „zatrute źródło”. Na dramatyzm tego gestu zwraca uwagę m.in. wspomniany ks. Draguła - porównuje on papieża Kaliny do Mojżesza sfrustrowanego postawą narodu wybranego i niszczącego tablice z przykazaniami. Tytułowe Zatrute źródło - kontrowersyjna czerwona sadzawka - również doczekała się różnych interpretacji. Artysta mówił o niej, że to „kiedyś czyste jak łza” źródło zostało zatrute przez ideologię, która próbuje wracać pod różnymi postaciami. Stojąc nad źródłem, mocując się z ciężkim głazem, papież waha się - czy rzucić nim, czy jednak nieść go dalej. Dla części osób była to jednak krew kobiet - miesięczna bądź też krew umierających w wyniku nielegalnych aborcji. Wątek krwawej sadzawki jako oskarżenia rozwinął w swoim artykule Paweł Dobrowolski, dyrektor festiwalu Nowe Epifanie: „aż trudno w tym kontekście nie spytać, czy to nie do niego bezpośrednio odnosi się metaforyczny tytuł instalacji i czy to nie z Piotrowej skały wytryska zatrute źródło”. Niezależnie od tego, czy Jan Paweł II ostatecznie rzuci kamieniem, praca ta pokazuje napięcie pomiędzy wizerunkiem papieża - rolą, którą zwykliśmy mu przypisywać - a nim samym. Dla jednych powinien być Chrystusem, tytanem niosącym cały naród przez Morze Czerwone, natomiast dla innych okazuje się przywódcą skompromitowanej instytucji, przygniecionym przez jej grzechy. Taką interpretację dzieła podkreśla także dystans czasowy między pracą Kaliny a pracą Cattelana, na którą ta pierwsza miałaby odpowiadać. Co więcej, Zatrute źródło to, jak pisaliśmy wcześniej, zaledwie kolejna stacja „drogi krzyżowej” wizerunków papieża - do dzieła Cattelana odwoływano się już w przeszłości. W 2011 r. Praca ta przedstawia nagą artystkę pomalowaną białą i czerwoną farbą, toczącą walkę z meteorytem. Postać symbolizująca Polskę z jednej strony przechwala się, że jest wyjątkowa i z łatwością podniesie głaz przygniatający papieża, podczas gdy z drugiej strony - zastanawia się, czy w ogóle musi to robić, a nawet odrzuca swoją misję, mówiąc, że „ona żadnego meteorytu podnosić nie będzie”. Zatrute źródło nie jest więc ripostą przychodzącą 20 lat za późno, ale częścią dyskusji toczonej od lat w świecie sztuki.

Długi czas dzielący tę pracę od pierwszego dzieła nie stanowi więc wady. Tworząc rzeźbę domagającą się uwolnienia papieża z funkcji, którą każemy mu pełnić, Kalina posłużył się jednak formą kojarzącą się z najbardziej „kremówkowymi” wizerunkami Jana Pawła II. W ten sposób sens pracy został zubożony i skierowany na prostackie tory walki politycznej, czemu dodatkowo nie pomogła niezwykle niezręczna wypowiedź artysty (z której się wycofał, odmawiając jej autoryzacji). Kalina stwierdził, że w 2020 r. Krytykował także parady równości, a dzieło Cattelana w „Zachęcie” nazwał „drugim terrorystycznym aktem politycznym”, odwołując się do zabójstwa Narutowicza. Bardziej subtelne klucze interpretacyjne również pojawiły się w wypowiedzi artysty, jednak w sposób oczywisty zostały przyćmione przez te agresywne sformułowania. Papież z głazem stał się więc wojownikiem walczącym z ideologicznymi wrogami - to właśnie taki obraz wystąpił zarówno w tysiącach memów oraz przeróbek, jak i w wypowiedzi samego artysty. Problem zarysowany przez Kalinę możemy zaobserwować także w dziele budzącym dużo mniej dyskusji i oburzenia - piosence napisanej na papieski jubileusz, którą zaśpiewał kilku znanych wokalistów. Nie zastąpi Ciebie nikt to ckliwe, ale też piękne wyznanie cały czas żywej miłości. Jednocześnie jednak jest to dowód na pustkę, której przez 15 lat nie potrafiliśmy wypełnić. Dzieła takie jak Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia czy Instytut Tertio Millennio, bezpośrednio inspirowane wezwaniami papieża, pokazują, jak pragnął twórczej kontynuacji jego myśli, pozostawionej w encyklikach, setkach homilii i innych pism. W Liście do artystów papież szczególnie podkreślał wagę twórczości w życiu człowieka. Głaz, który powinniśmy już dawno temu wziąć na swoje barki, składamy więc w dalszym ciągu na ramiona Jana Pawła II. Nic dziwnego, że jego wizerunek wykrzywił się do okropnej postaci „rzułtej mordy”, skoro przerzucamy na niego odpowiedzialność za wszystkie nasze błędy. Rytualne odwołania do wypowiedzi papieża, skrócone do sloganów i wyprane z oryginalnej treści, stały się obowiązkowym elementem każdego listu pasterskiego biskupów czy przemówień okolicznościowych polityków, maskując bezideowość dygnitarzy, a często także ich nieuczciwe interesy. Kryjąc swoje działania za Wielkim Polakiem, stojącym dalej symbolicznie na czele Kościoła w Polsce, zatruwamy właściwe źródło, czyli jego dziedzictwo. Na 101. urodziny życzylibyśmy papieżowi, abyśmy wreszcie byli gotowi wziąć nasz krzyż na własne ramiona.

Architektura Centrum Jana Pawła II: Budowanie Dziedzictwa w Betonie i Przestrzeni

W kontekście trwałego dziedzictwa Jana Pawła II, istotne staje się również fizyczne odzwierciedlenie jego wpływu w przestrzeni architektonicznej. Kompleks Centrum Jana Pawła II w Krakowie, usytuowany na tak zwanych Białych Morzach, stanowi przykład monumentalnego przedsięwzięcia architektonicznego, które stara się sprostać wyzwaniom urbanistycznym i artystycznym. Podstawowa, najważniejsza myśl, która stoi za projektem Centrum Jana Pawła II w Łagiewnikach, to stworzenie skończonego, kompletnego organizmu miejskiego. Określam to jako „miasteczko” lub „miasto” papieskie, zwłaszcza w kontekście bałaganu urbanistycznego, który się obserwuje, gdzie każdy buduje co popadnie i nie powstają żadne zaplanowane przestrzenie publiczne. Tu jest szansa, bo jest inwestor, którego mogę określić jako mecenasa przestrzeni publicznej. Jest szansa na zbudowanie miasteczka dla ludzi skomponowanego od A do Z. Istnieje ogromny deficyt przestrzeni publicznych. Nie wiem, czy w Krakowie od czasu zbudowania placu Centralnego w Nowej Hucie, od przełomu lat 40. i 50., powstała jakaś skomponowana przestrzeń. Raczej stawia się budynki, które mają czemuś zaprzeczyć, być w kontrze do czegoś, natomiast przestrzeni się nie porządkuje.

Widok na Centrum Jana Pawła II w Krakowie

Aby między ludźmi doszło do spotkania, musi być miejsce, w którym mogą się spotkać. Chodzi o miejsce spotkań i takim miejscem może być odpowiednio skomponowany zaułek albo plac z arkadami. Hasła, które mogą przyświecać projektantom to: „plac z arkadami”, „stroma ulica z oślimi schodami”, „trójkątny zaułek”, „wieża zamykająca ulicę”, „podcień”, „brama”. Chodzi, po pierwsze, o stworzenie sekwencji różnych miejsc, a po drugie, i to jest bardzo ważne, o zróżnicowanie tej przestrzeni, także pod względem elewacji. To ma być miasto z zaprojektowaną przestrzenią publiczną, a przestrzeń wtedy jest publiczna, kiedy ma swoją oprawę i kiedy ludzie chcą się tam spotykać i spędzać czas. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani bardziej tajemniczego niż widoki perspektywiczne, place, placyki, zaułki, przejścia pod mostkiem. Okna w budynkach nie są takie same, tylko jedne mniejsze, drugie większe, ponieważ funkcje w różnych częściach budynków się różnią, budynek po prostu żyje, tym samym jakoś ujawnia to swoje życie, tętni nim na zewnątrz.

Projektowanie architektury bliskiej architekturze historycznej nie oznacza retro. Odwołanie do architektury sprzed modernizmu jest prawdą, ale nie jest to naśladowanie. W XX wieku stało się coś takiego, że jeżeli cokolwiek w jakimkolwiek sensie, nawet minimalnym, przypomina historię, to znaczy, że jest niedzisiejsze i nie powinno się tak robić. Nie podoba się takie podejście, jakby ktoś narysował grubą kreskę i wykreślił całą przeszłość i historię. Podskórnie czujemy chyba, że jest taka idea w istocie architektury nowoczesnej, że budynek ma zaprzeczyć temu, co było, ma wisieć, ma przeczyć prawu grawitacji, przynajmniej z pozoru, bo konstruktorzy muszą się z tym liczyć, ale architekci niekoniecznie. Znudziły modernistyczne zagrania, czyste formy, albo przeciwnie, kosmiczne nowe konwencje, jakie się dzisiaj wymyśla. Nie powinniśmy się bać tradycyjnych metod komponowania formy czy budynku, pewnych pojęć tradycyjnych, że jest coś takiego jak gzyms, cokół, baza, portal czy kapitel kolumny. Warto zastanowić się, jak to zrobić, żeby to nadal były baza, cokół, kapitel kolumny, ale znajdować dla nich kształt może nie tyle współczesny, co po prostu własny, efekt własnych poszukiwań piękna i stosowności kształtu do funkcji i miejsca. Taki efekt, który odnosi się do przeszłości, ale nie naśladuje na przykład toskańskiej kolumny. Zamierzeniem nie jest, żeby naśladować toskańską kolumnę, tylko czerpać z bogactwa historii pod każdym względem. Forma architektoniczna i architektura w ogóle może być bardzo bogata. Bogata w tym sensie, że istnieje wielka różnorodność form i kształtów. Architektura współczesna z założenia wyklucza jej olbrzymią część. Wyklucza cały wachlarz pojęć, całą gamę rozwiązań przestrzennych, proporcji, które, jak to się mówi, „już były”. „Już były” i to jest źle. Architektura współczesna stara się robić coś, czego jeszcze nie było. Nie chciałbym krytykować architektów myślących w ten sposób, raczej mówię do siebie. Dogmatyzm i wrzucenie do kosza olbrzymiego dorobku metod, chwytów, nawet zagrań, które wcale nie są łatwiejsze. Wiadomo z doświadczenia, jaką ilość rysunków, przekrojów, detali trzeba zrobić, żeby nadać temu skończony charakter. Architektura współczesna jest często kwestią jednego pomysłu - to „pomysł na budynek” albo „pomysł na elewację”.

Twórczość Stanisława Niemczyka jest niedoścignionym wzorem sprawności rzemieślniczej i umiejętności komponowania przestrzeni. Zachwyt nad architekturą tradycyjną jest czymś pokrewnym do zachwytu nad architekturą pana Niemczyka. Mówi się stale na tysiąc sposobów o przestrzeni i odmienia się przestrzeń przez wszystkie przypadki, bo jak stoją obok siebie dwa klocki, to też to nazywa się przestrzenią. W architekturze Stanisława Niemczyka jest coś innego, widać w niej zamiłowanie do przestrzeni, która jest skrojona na ludzką miarę, z tradycji. Te przestrzenie, w których przebywałem, były odkrywcze, nowatorskie, nie retro, a równocześnie zrobione według jakiegoś tradycyjnego porządku czy logiki.

Beton jest materiałem o ogromnym potencjale plastycznym. Chociaż uważa się, że jest to materiał przeznaczony do nowoczesnej architektury, można z niego uzyskać wyrafinowane kształty przetworzone z form tradycyjnych, belki, kolumny, stropy. Propozycje, które były bardziej skomplikowane, z początku budziły może pewien opór wykonawców, ale jednak po krótkim czasie zrealizowane kształty podobały się, także znawcom betonu. Chodzi więc o to, że beton jest materiałem plastycznym. Beton w Centrum Jana Pawła II układa się w pewne znane człowiekowi kształty, jakby chciał coś wyrazić, nie czystą formę, ale treść. Przyjmują one pewne kształty i nadajemy tym kształtom treść, a inspiracją są formy, które gdzieś kiedyś mogły być formami kamiennymi albo na przykład drewnianymi, bo innych materiałów nie znano. W średniowiecznych kościołach filary były zrobione z kamienia. Tutaj mamy beton, bo nie jesteśmy w średniowieczu, żeby projektować filary z kamienia, obiekt musi konstrukcyjnie spocząć na nich i wykonanie ich z kamienia byłoby dzisiaj bardzo trudne i bardzo drogie. Natomiast filar z betonu wcale nie musi być gładkim filarem od dołu do samej góry. Budowniczowie średniowieczni dodawali do kamiennego filaru cokolik. Robili tak nie dlatego, że to konstrukcyjnie tak bardzo wzmacniało filar, tylko chodziło im o to, żeby słup, filar miał swój wyraz, miał swoją bazę, początek, żeby nie był prymitywny. Stąd idea cokołu. Proste filary w kościele mogą być zbyt siermiężne i zbyt banalne, przypominać przęsła mostu. Technologia betonu wymaga zrobienia ściągów w słupie, ale ślady po ściągach w betonie nie są rarytasem estetycznym. Zrobić ścianę z kółeczkami, które są śladami po ściągach, to niewiele znaczy. Tych otworów nie da się uniknąć, tego wymaga technologia, więc decydujemy się nadać temu kształt prawdziwej ozdoby, a nie ozdoby umownej, na przykład poprzez zastosowanie kwadratowych nabitków. Jest to dodatkowa praca dla cieśli, którzy muszą ten kwadrat naciąć, ale to pozwala nadać formie wyraz.

Detale architektoniczne z betonu w Centrum Jana Pawła II

Wykonawcy osiągnęli dużą sprawność techniczną w tworzeniu skomplikowanych szalunków dla słupów i belek, precyzyjnie dopasowując formy wszystkich elementów. Powstaje przy tym góra odpadów po sklejkach, ponieważ można je wykorzystać tylko raz. Jeżeli słup jest powtarzalny, można zrobić jedną formę i ją przestawić, ale tylko kilka razy. Szalunku słupa można użyć kilka razy, ale belki już nie, bo belkę trzeba podeprzeć i to się niszczy. Efekt jest taki, że belki wykonane z betonu mogą sprawiać wrażenie kamienia, co świadczy o zastosowaniu wyrafinowanych technik.

Architektura kościołów ostatnich 40-50 lat jest często porażką. Z jednej strony mamy silosy, surowe bryły, jakieś hale sportowe, a z drugiej nawiązania do tradycji, ale w sposób karykaturalny, bez znajomości istoty dawnej architektury i jej zasad. Architektura kościołów w kształcie owalu, okrętu, skoczni, łodzi nie jest trafiona, a naprzeciw ma architekturę udawaną-tradycyjną, ale na przykład bez zachowania proporcji. Budynek kościoła według mnie nie powinien wyrażać czegoś innego ponad to, że jest budynkiem kościoła. Nie może być żadną „ciekawą formą”. Ta architektura jest po to, żeby zbudować w środku przestrzeń do spotkania i modlitwy. W Grecji widziałem kościół, zwykła ściana z dwoma lekkimi ryzalitami, kopuła na środku, placyk dookoła. Dla mnie architektura kościoła może być taka, jest właściwa. Nie powinna być fajerwerkiem, czymś, co mnie w jakiś dodatkowy sposób frapuje, i skłania do myślenia, czy jest to chłodnia, żaglowiec albo może salon samochodowy z krzyżem na tle szyby.

Gdyby od kościoła barokowego, rzeczywiście przeładowanego zdobieniami, odjąć wieże, obniżyć o połowę i skrócić o połowę, to nie różniłby się wiele od zwykłego domu mieszkalnego. Gdyby od kościoła Mariackiego w Krakowie odjąć wieże, zostanie wielka prostokątna stodoła ze spadzistym dachem. Dobrze to widać w tych gotyckich kościołach, które z jakichś przyczyn nie zostały dokończone, na przykład nie mają wież. Patrząc na nie i na projekt Centrum Jana Pawła II, można odnieść wrażenie, że nie jesteśmy tak skromni i skupieni na istocie, jak tamci, że trochę nas jednak dopadła choroba „myślenia elewacją”. Dawni budowniczowie nie „myśleli elewacją”. Hagia Sophia, jasny punkt w historii architektury, jest budynkiem zaprojektowanym dla wnętrza. On z zewnątrz ma przypory, inne elementy czysto konstrukcyjne, budowane nie dla ozdoby czy dla formy. To miało być miejsce spotkania dla ludzi wierzących i miejsce modlitwy. W średniowiecznych polskich kościołach też widać, że elewacja jest rzeczą drugoplanową. Wydaje się, że nie myślano z takim naciskiem jak dzisiaj o zewnętrznej kompozycji ścian budynku, o bryle. To chyba nie była rzecz, która zajmowała ludzi tamtych czasów. Projektując kościół w Centrum Jana Pawła II, też starano się patrzeć od wnętrza. Okna na elewacjach są efektem tego, co chcieliśmy osiągnąć w środku. Nie było idei, że kościół będzie bryłą, która ma tylko frapująco wyglądać. Autentyczność architektury widzi się w tym, że jest jakiś układ w środku, skomplikowany, wynikający z funkcji lub na przykład z tego, ile światła powinno się wpuścić.

Centrum Jana Pawła II jest budowane na tak zwanych Białych Morzach i z tego powodu wymagało wyjątkowych rozwiązań posadowienia budynków. Całe miasteczko jest zlokalizowane na osadnikach wapna posodowego. W procesie produkcji sody w zakładach Solvay, gdzie w czasie wojny pracował Karol Wojtyła, powstawały odpady, które gromadzono w formie wielkich płaskich hałd, bo to był rodzaj jeziora, ciecz, maź, którą wylewano. Była to wielka wanna na wapno, która się uleżała, ale nie pełni funkcji gruntu nośnego. Budynki spoczywają na płytach żelbetowych grubości 80 cm, które leżą, niczym na patyczkach, na palach żelbetowych wierconych do głębokości 23-24 m. Jest to las kolumn zagłębionych w tym wapnie, na których położono platformy, a na nich stoją budynki. To było bardzo głębokie palowanie, trzeba było przebić ten osadnik prawie jakby go nie było, i dotrzeć do gruntu nośnego. Jest trzysta takich filarów pod pierwszym etapem inwestycji, a pod muzeum, które teraz jest w budowie, zrobiono czterysta kolejnych.

Budowa miasteczka papieskiego jest jednym z większych projektów, w których budowy żyją własnym życiem. Jeszcze większą wagę zaczęto przykładać do tego, czym jest rzemiosło budowlane. Podpatrując pracę pana Stanisława Niemczyka, doceniono rolę rzemiosła, ale teraz widzi się, że to jest podstawowa sprawa, jak na przykład zaprojektować obróbkę na gzymsie tak, żeby woda nie lała się po ścianie. Poza tym zetknięcie się z machiną budowy i terminami. To jest nauka podstawowa. Trzeba poczekać z oceną, bo budowa nie jest skończona i wszyscy mamy tremę, jak wyjdzie. Pewne rzeczy można było zrobić prościej. Chciałoby się, żeby ten kościół pomógł, a może nie przeszkadzał w kontakcie z Bogiem. Jest taki komunał „żeby ludzie się tam dobrze czuli”, żeby chętnie wracali. I mimo wszystko, żeby nie wyszło jako architektura retro. Świadomie zgodzono się na ryzyko, że to jest pomiędzy architekturą współczesną a czymś nie do końca określonym. Mam nadzieję, że efekt będzie właściwy, satysfakcjonujący, wartościowy, piękny - trudno znaleźć odpowiednie słowo - dla osób, które tam przybywają.

Dziedzictwo w Codzienności: Od Artefaktów po Trwałe Wpływy

Fragment dywanu z motywem papieskim

W sercu każdego polskiego domu, powinien spoczywać symbol nie tylko naszej wiary, ale i wielkości narodu. Prezentujemy „Papadywan papieski” - majestatyczne arcydzieło ręcznego tkactwa, które oddaje hołd największemu z Polaków, Papieżowi Janowi Pawłowi II. Ten niezwykły dywan, misternie utkany z najdelikatniejszych włókien, przedstawia rzułtą, pełną ciepła i duchowej mądrości twarz naszego ukochanego Papieża. Każde włókno tego dywanu jest jak nić historii, przeplatająca się z niezliczonymi modlitwami i błogosławieństwami. Wzór, starannie wykończony przez mistrzów rękodzieła, oddaje nie tylko wizerunek, ale i esencję świętości Papieża Polaka - człowieka, który zjednoczył naród i stał się ikoną moralności i godności. „Papadywan papieski” to nie tylko dywan - to relikwia, która przypomina nam o wartościach, jakie wniósł nasz Papież do światowej wspólnoty. Umieszczony w centralnym miejscu domu, będzie strażnikiem wiary, inspiracji i niezłomnej siły ducha, które towarzyszyły naszemu rodakowi przez całe życie. Niech „Papadywan papieski” stanie się nieodłącznym elementem Twojego domu, manifestując dumę narodową i głęboki szacunek dla jednej z najważniejszych postaci w historii Polski.

Podobnie, „Papasłonko” - wyjątkowe arcydzieło ręcznego tkactwa, będące hołdem dla najwybitniejszego z Polaków, Papieża Jana Pawła II. Ten niepowtarzalny dywan, misternie utworzony z najdelikatniejszych włókien, ukazuje portret pełen ciepła oraz duchowej mądrości naszego ukochanego Papieża. Każda nić tego dywanu to jak fragment historii, spleciony z niezliczonymi modlitwami i błogosławieństwami. Precyzyjnie wykonany wzór, stworzony przez mistrzów rękodzieła, oddaje nie tylko wizerunek, ale także istotę świętości Papieża Polaka - człowieka, który zjednoczył naród i stał się symbolem moralności oraz godności. „Papasłonko” to więcej niż zwykły dywan - to relikwia przypominająca o wartościach, jakie nasz Papież wniósł do światowej wspólnoty. Umieszczony w centralnym punkcie domu, będzie strażnikiem wiary, źródłem inspiracji oraz znakiem niezłomnej siły ducha, które towarzyszyły naszemu rodakowi przez całe życie. Niech „Papasłonko” stanie się integralną częścią Twojego domu, manifestując dumę narodową i głęboki szacunek dla jednej z najważniejszych postaci w historii Polski.

Zygmunt Papieski, polski malarz, członek „szkoły monachijskiej”, od 1875 roku student Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. W latach 1870-1874 kształcił się w krakowskiej Szkole Rysunku i Malarstwa, a następnie studiował pod kierunkiem Jana Matejki. Dnia 25.10.1875 roku, wraz z Leonem Wyczółkowskim oraz swoim przyjacielem Maurycym Gottliebem, wstąpił do Klasy Technik Malarstwa na Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, studiując pod kierunkiem Sandóra (Alexandra von) Wagnera. Papieski malował zbliżone do karykatury portrety charakterologiczne, sceny humorystyczne, portrety orientalne oraz miejskie sceny rodzajowe z życia Krakowa. Tworzył barwne obrazy olejne w stylu realizmu „szkoły monachijskiej”. Jego kompozycje są solidne, choć momentami sztywne i pozbawione inspiracji. Wykonanie jest chaotyczne, powierzchnia niespokojna, a około roku 1900 inspirowane impresjonizmem.

Tagi: #permanenty #papieski #szalunek

Comments are closed.