W rytmie miasta, wśród miejskiego gwaru i nieustających zmian, rozbrzmiewa melodia, która zdaje się być odzwierciedleniem codzienności, a jednocześnie ucieczką od niej. Utwór "Obok nas" to pieśń, która w swojej prostocie porusza głębokie struny egzystencji, opisując świat toczący się tuż za naszymi plecami, podczas gdy my zanurzeni jesteśmy w osobistym świecie uczuć i relacji. Jednak za tą poetycką warstwą kryje się bogata historia powstania zespołu, który odważył się grać własną muzykę, kształtując swój niepowtarzalny styl na tle burzliwych lat polskiej transformacji.
Korzenie dźwięku: Od "Gabinetu Luster" do własnej ścieżki
Historia zespołu, którego utwory w naturalny sposób kojarzone są z przesłaniem "Obok nas", zaczyna się w 1977 roku od projektu o nazwie "Gabinet Luster". Jak wspominają twórcy, były to "smutne granie" odzwierciedlające nastroje tamtych czasów. Prehistoria zespołu sięga jednak jeszcze wcześniejszych lat, gdy członkowie mieli "inklinacje do zakładania kapel" już od piątej klasy podstawówki. Jeden z nich wspominał zabawną anegdotę o swoim wujku Bogdanie Skibie, który jeździł z zespołem o przewrotnej nazwie "Co Kto Chce" na wesela. Początkowo instrumentarium, w tym bębny z napisem "Co Kto Chce" na centralce, budziło uśmiechy, ale jednocześnie stanowiło iskrę do dalszych muzycznych dążeń.
Początki dalszej drogi nie były jednak proste. Pierwsze próby zgrania się z kolegami, gitarzystą i wokalistą, zakończyły się nieporozumieniem. Problemem okazała się odległość - zespół "Helikopter" pochodził z Piaseczna, a Jacek z Falenicy, podczas gdy inni członkowie byli "zbyt centralnie z Warszawy". To właśnie wtedy pojawiła się myśl o tworzeniu własnej, autorskiej muzyki, co jest cechą charakterystyczną zespołu do dziś. Jak podkreśla jeden z muzyków, niezależnie od zmieniających się stylów, zespół pozostaje rozpoznawalny: "gramy konsekwentnie, zmieniając różne style, ale jesteśmy rozpoznawalni i nawet jak mącimy w różnych stylach, słychać nas, ponieważ gramy własną muzykę". Ta autentyczność i dążenie do indywidualnego wyrazu stały się fundamentem ich twórczości.
Warsaw Street, Reggae Beat: Wpływy i inspiracje
Wczesne lata polskiej sceny muzycznej, zwłaszcza w Warszawie, były niezwykle dynamiczne. Krążyło powiedzenie "Pańska street, reggae beat", sugerujące silne wpływy muzyki jamajskiej w rejonach ulicy Pańskiej w stolicy. To właśnie tam narodziły się zespoły takie jak Izrael, Immanuel, Zgoda. Na Pańskiej, bliżej Towarowej, kształcił się również Perkoz, gitarzysta T.Love i Oddziału Zamkniętego, który również wywodził się z tych rejonów. Ta specyficzna atmosfera miasta, połączenie miejskiego rytmu z gorącymi dźwiękami reggae, stanowiło podatny grunt dla rozwoju muzycznych pasji.
Istotnym momentem w początkach Immanuela było poznanie Wrony, który "pociągnął nas trochę w stronę reggae". Sprowadził się on z Bródna na Pańską i od razu wyróżniał się z tłumu. Jego nietypowy wygląd i znaczek zespołu Tilt noszony w obdartej marynarce zwróciły uwagę Dżeksona. Jak wspomina Dżekson, od tego zaczęła się ich wspólna przygoda, a znaczek Tiltu stał się przedmiotem wymiany za płytę The Cure.

Instrumentarium i zawiłości losu: Gitara country zamiast basu
Droga do zdobycia własnych instrumentów bywała wyboista i pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Kluczowym momentem dla Dżeksona był rok 1985, gdy jego siostra, mieszkająca w Niemczech od czasu stanu wojennego, zaprosiła go do siebie. Jego największym marzeniem było przywiezienie do Polski gitary basowej. Siostra, chcąc spełnić jego prośbę, kupiła mu instrument. Jednak po powrocie do Warszawy, zamiast oczekiwanego basu, okazało się, że przywiózł sześciostrunową gitarę do muzyki country, z nietypowym pickupem w mostku. Mimo początkowego rozczarowania i łez, Dżekson postanowił wykorzystać to, co dostał.
Na szczęście, zespół nie miał wokalisty, a Wrona, który miał grać na basie, zaproponował: "jebać to, będziesz grał na gitarze i śpiewał, i tak nie mamy wokalisty". Tak oto Dżekson stał się gitarzystą i wokalistą. Wkrótce potem zespół zorganizował próby w Domu Kultury na Grzybowskiej. Do grupy dołączył Marek Kalosz grający na basie. Gdy Kalosz zaczął opuszczać próby, Dżu Dżu oświadczył, że zawsze marzył o grze na basie. Wrona z kolei przeszedł z kongów na perkusję. Ta zawiła rotacja instrumentów okazała się strzałem w dziesiątkę, tworząc stabilny trzon zespołu. W międzyczasie dołączył Mrówa, znany później z zespołu Kryzys, który mieszkał "blok w blok" z członkami zespołu.
Koncerty, punk i "Babylon By Bus": Kształtowanie brzmienia
Wspomnienia z wczesnych koncertów są pełne energii i improwizacji. Dżekson opisuje koncert w klubie Stodoła, gdzie panowały takie rotacje na scenie, że "Brylu na basie, Kelner śpiewa, Kelner na basie, Brylu śpiewa, Lipiński wskakuje i śpiewa, wszystko było takie żywe". Widok ten wywarł na nim tak ogromne wrażenie, że zapragnął grać podobną muzykę.
Wpływy punk rocka również były znaczące. Grupa była "punkowacami tak naprawdę". Pamiętny jest koncert Fornitu i zespołu Atak Kazika, gdzie Kelner wyszedł z tubką i "pluł na wszystkich, świrownia". W tamtym okresie, jako młodzi chłopcy, potrafili zaimponować starszym kolegom swoją determinacją, nawet jeśli wyglądało to na "świrownię".
Początkowo, po pierwszym kontakcie z płytą "Babylon By Bus", Dżekson miał wrażenie, że zespół gra "jeden utwór w kółko". Zastanawiał się nad aranżacyjnym dopracowaniem, tworzeniem innych kawałków. Dopiero z czasem docenił unikalny charakter tej muzyki.

"Kanciapa" w Łomiankach i sen o Ameryce
Nazwa zespołu była przedmiotem długich sporów, a jej ustalenie niemal doprowadziło do kłótni. Ostatecznie, przełom nastąpił, gdy zespół wynajął garaż na "dzikim polu w Łomiankach". To miejsce, zaadaptowane na "kanciapę", stało się ich azylem na cały rok, gdzie zamiast do szkoły jeździli, by tworzyć. Mieli tam swój sprzęt, który w tamtym czasie był dla nich wystarczający.
Ciekawym aspektem historii zespołu są sny, które nierzadko wyznaczały kierunek ich działań. Nazwa zespołu, "Immanuel", przyśniła się Dżeksonowi i Wronie. Wrona początkowo twierdził, że mu się również przyśniła, być może z pobudek ambicjonalnych.
Wspomniana "kanciapa" w Łomiankach miała jeszcze jedno znaczenie - stanowiła ona również przestrzeń prób dla zespołu Izrael. "Mieliśmy kanciapę z zespołem Izrael i to był nasz fart totalny, mogliśmy próbować na tym samym sprzęcie". Robert Brylewski, członek Izraela, miał zacięcie realizatorskie i nagrywał ich muzykę. Dzięki bliskości, nagrywał również Immanuela, co naturalnie doprowadziło do powstania ich wczesnych nagrań. Materiał realizowano na dwa kaseciaki, gdzie podkład szedł na jeden, a z niego dogrywane były wokale, trąbki i przeszkadzajki na drugi.
Mistycyzm, wiara i systemowe zmagania
W tekstach wielu piosenek zespołu z tamtego okresu, takich jak "Say Yes" czy "Jedno prawo", pojawiają się odwołania do Boga. Te utwory napisał Piotr Mrówiński, znany jako Mrówa. Dżu Dżu podkreśla, że Mrówa potrafił uchwycić "pewne rzeczy, które są istotne dla każdego człowieka".
Mistyka jest obecna w opowieściach zespołu. Jeden z członków wspomina o "znaczeniu mistycznym". Kolega elektronik z Pańskiej zbudował im pogłos na sprężynie. Pewnego dnia, podczas grania, w głośnikach usłyszeli komunikat "tu Radio Swoboda", nadawany po rosyjsku. Uznali to za znak, że "złapali ruską falę" i że "coś się dzieje", być może byli podsłuchiwani.
Koncerty, zwłaszcza te w trudnych czasach, stanowiły odskocznię od "szarówy, beznadziei, która była w latach 80.". "Siedzieliśmy od rana do nocy w Hybrydach grając muzykę", co pozwalało zapomnieć o trudnej rzeczywistości. Ta muzyka dawała siłę, była "walką z tym złem i z tym systemem". Choć nie zarabiali wielu pieniędzy, a wszyscy żyli na podobnym, niskim poziomie, to artystyczna wspólnota i przekaz miały ogromną wartość.
Walka z cenzurą i sądowe perypetie
Okres PRL-u wiązał się z wszechobecną cenzurą. Zespół wspomina o sytuacji, gdy na przeglądzie muzycznym musieli zaprezentować "trzy inne kawałki", niż te, które chcieli. Po dopuszczeniu do występu na dużej scenie, przed "20 tysiącami ludzi", czuli presję przekazania ważnego "message".
Poważne problemy pojawiły się w związku z ich antyreżimowymi tekstami. Dostali wezwanie do sądu w Jarocinie. Oskarżono ich o śpiewanie "precz z partią", czego zespół kategorycznie zaprzeczał, twierdząc, że śpiewali "niepotrzebne jest PZPR". Mimo sfingowanego procesu, wyrok był surowy - trzy miesiące więzienia dla Dżeksona i Mrówy. Na szczęście, wyrok zawierał adnotację o możliwości wpłacenia kaucji, co pozwoliło im uniknąć natychmiastowego osadzenia. Kwestia legalności ich działalności często prowadziła do absurdalnych sytuacji, jak próba uzyskania wiz do Stanów Zjednoczonych, gdzie odmówiono im, uznając ich za "łobuzerkę". Dopiero interwencja polskiego kongresmena, który poświadczył ich "super correct" zachowanie, pozwoliła im uzyskać wizy.
Podróż do Ameryki: Marzenia, rzeczywistość i twarde lekcje
Sen o Nowym Jorku stał się realnością. Po koncercie w Krakowie, do zespołu podeszła dziewczyna z Ameryki, która zaprosiła ich na Milwaukee Festival. Początkowo pomysł wydawał się nierealny, zwłaszcza że zespół był jeszcze w powijakach w kwestii organizacji i środków. Jednak za sprawą determinacji Iwony Wantuch, udało się zdobyć wizy i zorganizować wyjazd.
Podróż do Stanów była pełna wyzwań. Po przybyciu do Nowego Jorku, przewodnik, koleżka z Orleanu, ostrzegł ich: "wyciśniemy was jak cytrynę, a potem wyrzucą do kosza". To proroctwo sprawdziło się w stu procentach. Choć amerykańskie gazety pisały o nich bardzo dobrze, polonijne media były mniej przychylne, spodziewając się "jakiegoś folkloru".

Koncertowali w bliskiej odległości od Lady Pank, która również przebywała w Stanach. W jednej z recenzji napisano, że nie rozumie się fenomenu Lady Pank, skoro w Polsce istnieje zespół Immanuel, który prezentuje taką klasę. Mimo pozytywnych opinii, sytuacja prawna zespołu w USA stała się niepewna. Iwona Wantuch poinformowała ich, że muszą "zniknąć", aby uniknąć deportacji. Zdecydowali się nie grać zaplanowanego koncertu i szukać drogi powrotnej.
Powrót do kraju był równie dramatyczny. Brak pieniędzy, problemy z noclegiem, a nawet kradzież skromnych funduszy przez skarbnika zespołu, który musiał zbierać pieniądze od pasażerów autobusu do Chicago, by odrobić stratę. W końcu, dzięki pomocy nieznajomego z autobusu, który zaprosił ich do swojego domu w Chicago, udało im się przetrwać trudny okres. Ta podróż stanowiła cenną lekcję życia i pokory, pokazując, jak nieprzewidywalna potrafi być droga artysty.
Muzyczna ewolucja i współczesne poszukiwania
Historia zespołu Immanuel to nie tylko opowieść o muzyce, ale także o ludziach, którzy przez lata tworzyli jego trzon. Poza wspomnianymi muzykami, przez zespół przewinęło się wielu innych artystów, a ich drogi często krzyżowały się z innymi ważnymi postaciami polskiej sceny muzycznej.
Współczesne poszukiwania muzyczne, nawet w ramach festiwali folkowych jak Festiwal Polskiego Radia "Nowa Tradycja", pokazują, jak szerokie spektrum inspiracji może czerpać polska muzyka. Artyści tacy jak Michał Jacaszek, Vocal Varshe, czy Grochocki_Odorowicz eksplorują rejony muzyki synagogalnej, nigunów, pieśni żałobnych, tradycji griotów z Afryki Zachodniej, czy madagaskarskiej muzyki ludowej, nadając im eksperymentalne formy. To pokazuje, jak tradycja może być przetworzona i odnaleziona w nowoczesnych aranżacjach.
Nawet w tekstach literackich, jak analizowane wiersze Stanisława Barańczaka, można odnaleźć odniesienia do codzienności, która staje się przestrzenią poszukiwań sensu i tożsamości. W jego poezji "szarość" PRL-u ustępuje miejsca poszukiwaniu bliskości i indywidualnego doświadczenia, często poprzez relację z kobietą ("ONA"). Podobnie jak w muzyce, gdzie indywidualne brzmienie jest kluczowe, tak i w literaturze poszukuje się unikalnego głosu.
Utwór "Obok nas" sam w sobie jest takim przykładem. Tekst opisuje życie toczące się "obok nas", gdzie "płynie tłum", "tyle zmian niesie czas", a my jesteśmy "jak we śnie, jak we mgle". Jednakże, zwrotka "Ale spójrz, ale patrz, ile zmian wokół nas / Dzieje się tyle spraw, życie ma wiele barw. / Więc chodź póki czas z życia pić każdy haust, / Czerpać je, wdychać je, poznać trud, poznać gniew, / Szczęścia smak, walki smak, bo żaden cień, żaden blask / Nie może przejść obok, obok nas." stanowi wezwanie do aktywnego uczestnictwa w świecie, do doświadczania jego pełnej palety emocji i zdarzeń. Jest to refleksja nad tym, jak łatwo można przegapić bogactwo życia, skupiając się wyłącznie na bliskości drugiej osoby, choć ta bliskość jest przecież fundamentem i motorem do dalszego działania.
Vavamuffin- Poland story
Dziedzictwo i ciągłe poszukiwania
Od skromnych początków w "kanciapie" w Łomiankach, przez burzliwy okres stanu wojennego i transformacji, po marzenia o Ameryce i twarde lekcje życia, zespół Immanuel stworzył unikalne dziedzictwo muzyczne. Ich konsekwencja w graniu własnej muzyki, rozpoznawalność pomimo eksperymentowania z różnymi stylami, a także głębokie, egzystencjalne przesłanie zawarte w tekstach, sprawiają, że ich twórczość pozostaje aktualna. "Obok nas" to nie tylko piosenka o miłości czy odosobnieniu, ale także o wezwaniu do świadomego życia, do czerpania z niego pełnymi garściami, niezależnie od tego, co dzieje się "obok nas". To opowieść o poszukiwaniu własnej drogi, o sile wspólnoty i o nieustannym dążeniu do artystycznej autentyczności.
Tagi: #obok #nas #piosenka #az #po #sufit