Written by: aktualnosci

Lwów – Kres Iluzji: Opowieść o Pogromie Listopadowym 1918

Książka Grzegorza Gaudena „Lwów - Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918” stanowi próbę zmierzenia się z jednym z najbardziej bolesnych i jednocześnie przemilczanych epizodów w historii Polski odzyskującej niepodległość. Autor stawia tezę, że obraz sielankowych Kresów, gdzie Polacy, Ukraińcy, Białorusini i Żydzi żyli w harmonii, jest jedynie „wielką iluzją”. Według Gaudena, mit polskiego mesjanizmu, pielęgnowany przez wieki, nie wytrzymał próby rzeczywistości w momencie odzyskania suwerenności, a jego kres nastąpił właśnie we Lwowie, w listopadzie 1918 roku, podczas pogromu ludności żydowskiej.

Metodologia Narracji i Krytyka Źródeł

Krytycy zarzucają Grzegorzowi Gaudenowi stosowanie selektywnej metody pracy, przypominającej tę przypisywaną Karolowi Marksowi. Polega ona na dobieraniu jedynie tych fragmentów źródeł, które wspierają z góry założoną tezę, podczas gdy materiały podważające lub komplikujące przyjętą narrację są pomijane. Ta strategia, zdaniem recenzentów, prowadzi do powstania dzieła ideologicznego, w którym „ideologia wygrywa z historią przez nokaut”. Gauden, zamiast dostrzegać wielowymiarowość zdarzeń, przywiązuje się do swojej tezy, konfabulując tam, gdzie nie rozumie złożoności zjawisk. Jego język, nacechowany ocenami, sarkazmem i oburzeniem, znacząco utrudnia obiektywny odbiór tekstu. Oburzenie Gaudena skierowane jest na rzekomą „polską nieumiejętność zmierzenia się ze swoją czarną historią”. Nawet raporty dotyczące pogromu, pochodzące z polskich, brytyjskich i amerykańskich źródeł, są przytaczane wybiórczo, jedynie w tych fragmentach, które pasują do jego wizji wydarzeń.

Portret Grzegorza Gaudena

Autor sam przyznaje we wstępie do swojej książki, że Lwów i historia miasta nie były mu wcześniej bliskie. Zainspirowany przez przyjaciela podczas wędrówki po mieście, poświęcił trzy lata na pogłębianie tematu pogromu z listopada 1918 roku. Niestety, według krytyków, nie wykorzystał tego czasu na analizę żydowskich ksiąg metrykalnych, które mogłyby dostarczyć precyzyjniejszych danych dotyczących liczby ofiar i przyczyn ich zgonów. Podobnie, Gauden nie dotarł do archiwów rodziny Pawlikowskich, które mogłyby rzucić światło na zaangażowanie Żydów po stronie ukraińskiej w konflikcie o Lwów. Te istotne zbiory, zawierające wiele cennych świadectw i raportów wojskowych, czekają na opracowanie w Ossolineum.

Gauden postrzega Lwów przez pryzmat własnych, „wielkopolskich okularów”, przywożąc ze sobą gotowe klisze dotyczące nacjonalizmu, stosunku do Żydów, obcych obyczajów i militariów. W efekcie, zamiast opisać rzeczywisty Lwów, tworzy obraz miasta nieistniejącego, dusznego od antysemityzmu i nienawiści. Nie próbuje zrozumieć złożoności i specyfiki ówczesnej społeczności lwowskiej, lecz narzuca jej swoje własne wyobrażenia, co prowadzi do zdeformowanego i jadowitego obrazu.

Podstawę narracji Gaudena stanowią kilkanaście dobrze znanych źródeł, w tym dwie książki Abrahama Insler'a, żydowskiego nacjonalisty i syjonisty, oraz tzw. memoriał Aszkenazego (raport Żydowskiego Komitetu Ratunkowego z 1919 roku). Przywołuje również „świadectwo Bezimiennego” (Józefa Wasercuga), książkę Josefa Bendova z fotografiami pogromu, a także pamiętniki Macieja Rataja, Wiktora Chajesa i Artura Hausnera. Przejrzał, choć nieuważnie, wspomnienia generała Bolesława Roji, komendanta obrony Lwowa Czesława Mączyńskiego oraz książki Franciszka Salezego Krysiaka i Jana Gelli. Zapoznał się również z trzytomową „Obroną Lwowa” i wspomina o niepublikowanych wspomnieniach świadka, których wartość dokumentacyjna jest jednak wątpliwa ze względu na czas powstania. Przegląd prasy lwowskiej ogranicza się do „Kalendarium Lwowa” dr Agnieszki Biedrzyckiej, również czytanego pobieżnie.

Jedyną wartością dodaną książki Gaudena są relacje żydowskich ofiar i świadków, odnalezione w archiwum lwowskim. Jednakże, brak krytyki źródeł prowadzi do powielania nieprawdopodobnych opowieści. Książka, reklamowana jako „pierwsza opowieść o pogromie”, w istocie odgrzewa narrację Abrahama Insler'a i Tobiasza Aszkenazego, nie wnosząc nic nowego do zrozumienia wydarzeń listopadowych.

Tezy Gaudena i Ich Krytyka

Grzegorz Gauden przedstawia radykalne tezy, które budzą kontrowersje. Jego narracja sugeruje, że endecki i katolicki odruch tłumionego antysemityzmu dał o sobie znać przy pierwszej okazji po odzyskaniu niepodległości. W jego wizji Polacy jawią się jako „zwykła dzicz”, która grabi, gwałci i morduje, zaspokajając „plemienną, etniczną i religijną nienawiść do Żydów”. W tym kontekście, pokojowy polonez Mickiewicza przemienia się w „upiornego, krwawego mazurka”, a spełnieniem marzeń polskich nacjonalistów staje się „całkowite odżydzenie miasta”.

Według Gaudena, Polacy rozpoczynają swoją niepodległość od pogromu Żydów, a „Mazurek Dąbrowskiego” jest jego zapowiedzią. Wojska ukraińskie jawią się jako gwarant bezpieczeństwa dla Żydów, podczas gdy we Lwowie proboszczowie rzekomo „zieją ogniem nienawiści” do wszystkiego, co żydowskie. Bezpośrednią odpowiedzialność za pogrom ponosi „naczelny antysemita Lwowa” - komendant Czesław Mączyński, a jego grób na Cmentarzu Orląt jest „wstydem i hańbą dla leżących tam bohaterów”. Gauden dodaje, że Żydzi nie byli zainteresowani ukraińskimi propozycjami udziału w ich rządzie, a „milicja żydowska była absolutnie neutralna”. Kulminacją tych tez jest stwierdzenie, że „22 listopada we Lwowie Pan Tadeusz zabił Jankiela”.

Jak powstała II Rzeczpospolita – odbudowa Polski po 1918 roku

Gauden gubi się w kontekstach historycznych, nie rozumiejąc złożoności sytuacji młodych państw ukraińskich, które zabiegały o współpracę z nacjonalistami żydowskimi. Nie przedstawia również zróżnicowania społeczności żydowskiej we Lwowie, postrzegając ją jako jednorodną grupę, ignorując podziały między syjonistami, chasydami, asymilatorami i fołkistami. W rzeczywistości, asymilatorzy mieli odmienne poglądy na „kwestię żydowską” niż syjoniści, którzy aktywnie osłabiali szanse Polski na odzyskanie niepodległości. Napięcia wewnątrz społeczności żydowskiej były wówczas większe niż między Żydami a Polakami.

Autor stosuje manipulacyjną metodę pracy, opisując fakty, które jednak nie wpływają na jego narrację. Wspomina o wypuszczonych z więzień ponad tysiącu groźnych przestępców kryminalnych i kilkunastu tysiącach dezerterów, którzy grasowali po mieście. Pomimo tego, że broń pozostawiona przez wycofujących się Ukraińców leżała na ulicach, a głód i chaos panowały w mieście, Gauden bagatelizuje te czynniki. Dla niego winni są wyłącznie lwowianie, wychowani na kazaniach katolickich i endeckiej prasie, podjudzani przez komendanta Mączyńskiego. Wszyscy mieszkańcy Lwowa, od „batjara” po profesorów, mieli być owładnięci antysemityzmem, dając mu upust w dniach pogromu. Wojsko polskie miało otrzymać pozwolenie na trzydniowe rabunki i hulanki, a Polacy okazują się „zwykłą dziczą”.

Zaskakujące jest zdziwienie Gaudena brakiem zorganizowanych służb do obrony Żydów w dzielnicy żydowskiej. Nie rozumie on słabości polskiego zwycięstwa, które wynikało bardziej z paniki Ukraińców niż z geniuszu militarnego dowództwa. Polacy, oczekując kontrataku Ukraińców, z trudem utrzymywali rogatki miasta, angażując wszystkie siły. Nawet generał Bolesław Roja w swoich raportach do generała Rozwadowskiego wskazywał na potrzebę posiłków z zewnątrz do opanowania niepokojów w mieście.

Choć fakt mordów i rabunków dokonanych na Żydach po wyzwoleniu Lwowa jest bezsporny, teza Gaudena o zaplanowanej, metodycznej eksterminacji Żydów jest dyskusyjna. Analiza setek relacji i dokumentów wskazuje na motywację rabunkową i bandycką, a nie antysemicką sensu stricto. Grabiono nie tylko sklepy żydowskie, ale także polskie instytucje i przedsiębiorstwa. Wśród złodziei i bandytów byli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Wątek współpracy Żydów z Ukraińcami również miał znaczenie. Co więcej, część syjonistów, świadoma epizodyczności antyżydowskich ekscesów, wykorzystywała je do osiągnięcia swoich celów na arenie międzynarodowej.

Gauden ignoruje fakt, że wiele relacji o pogromie było wyolbrzymionych w celu uzyskania rekompensat, prowadząc do fantastycznych szacunków ofiar i strat materialnych. Zadaniem historyka jest oddzielenie prawdy od fałszu, czego Gaudenowi nie udało się osiągnąć.

Kontekst Historyczny Pogromu Listopadowego

Pogrom ludności żydowskiej we Lwowie, który miał miejsce 22 i 23 listopada 1918 roku, stanowił jeden z najbardziej wstrząsających epizodów w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości. Wydarzenia te, często przemilczane lub marginalizowane w polskiej historiografii, ukazują mroczną stronę narodzin II Rzeczypospolitej.

Mapa Lwowa z zaznaczoną dzielnicą żydowską

Po 146 latach zaborów, Lwów, odzyskany z rąk ukraińskich, miał stać się symbolem polskiej suwerenności. Jednakże, zamiast radosnego świętowania, nastąpiły akty przemocy wobec ludności żydowskiej. Już wczesnym rankiem 22 listopada, polskie wojsko, obrońcy Lwowa i żołnierze odsieczy, rozpoczęli rabunki, gwałty i morderstwa w dzielnicy zamieszkałej przez około 70 000 Żydów. Były to działania inicjowane i przeprowadzane przez legendarnych obrońców miasta.

Pogrom rozpoczął się od ataku na żydowski sklep jubilerski Zippera, położony w sercu Lwowa, pod ratuszem. Umundurowani żołnierze, noszący czarne naszywki z trupią główką, przyznane im przez kapitana Czesława Mączyńskiego, dowódcę obrony Lwowa, wysadzili granatami żaluzje i dokonali grabieży. Mączyński, postać kontrowersyjna, oddał ludność żydowską w ręce swoich podkomendnych i żądnego krwi tłumu.

Rabunki stanowiły preludium do pogromu, który, w powszechnym rozumieniu tego terminu, charakteryzuje się aprobatą lub udziałem władzy, bądź przynajmniej tolerowaniem przemocy wobec mniejszości. W tym kontekście, działania wojska we Lwowie, pod okiem Mączyńskiego, stanowiły legalizację przemocy. Tłum, napędzany zemstą i żądzą odwetu, ruszył ulicą Krakowską w stronę Zamarstynowa, dzielnicy żydowskiej. Nie ocalał żaden sklep, a właściciele na próżno wzywali ratunku.

Propaganda endecka od końca XIX wieku kreowała fantazmat Żyda jako „czwartego zaborcy”, wroga Polski, działającego od środka. Ten obraz, utrwalany przez prasę, stworzył podatny grunt dla ekscesów antysemickich. Austriacki dziennikarz, który przeprowadził rozmowy ze Lwowianami po pogromie, odnotował nienawistny stosunek do Żydów, postrzeganych jako zdrajcy i osoby wtrącające się w sprawy polskie. Polacy dążyli do niczym nieograniczonego panowania w polskim państwie narodowym.

Zdjęcie historyczne przedstawiające ulice Lwowa w okresie międzywojennym

Należy również zauważyć, że Ukraińcy byli obiektem polskiej pogardy i nienawiści. Nie mogli studiować na polskim uniwersytecie we Lwowie, ograniczano im dostęp do elity intelektualnej. Pogłoski o nienawiści polskich oddziałów zmierzających do Lwowa i chęci pogromu za rzekomą zdradę docierały do Żydów. Jednakże, od początku walk polsko-ukraińskich, Żydzi we Lwowie przyjęli pozycję neutralności, znajdując się między młotem a kowadłem. Poparcie dla którejkolwiek ze stron groziłoby zemstą na Żydach w innych miastach i wsiach.

Władze ukraińskie proponowały wybitnym przedstawicielom społeczności żydowskiej udział w rządzie, ale propozycje te nie zostały przyjęte. Istnieli Żydzi współpracujący z Polskim Komitetem Narodowym oraz niewielka formacja żydowska opowiadająca się po stronie polskiej. Twierdzenie, że Żydzi we Lwowie zdradzili Polaków na rzecz Ukraińców, jest nieuzasadnione.

Władysław Feldstein, żydowski przemysłowiec i polski patriota, który w 1915 roku opublikował odezwę do międzynarodowej opinii publicznej, zapewniając o bezpieczeństwie Żydów w wolnej Polsce, musiał czuć się głęboko zawiedziony. Kiedy trwał pogrom, Feldstein prosił komendanta Mączyńskiego o powstrzymanie żołnierzy podpalających synagogę, lecz został odprawiony z niczym. Wydarzenia te stanowiły klęskę asymilatorów, którzy wychowali swoich synów na żarliwych polskich patriotów.

Antysemityzm, postrzegany jako „choroba”, na którą od stuleci cierpią Polacy, przejawiał się w praktyce oszalałego antysemityzmu. Według Romana Dmowskiego, zasymilowani Żydzi stanowili największe zagrożenie dla Polski, nazywani przez niego „tandetnymi Polakami”. Odzyskanie Lwowa przez Polaków natychmiast połączone zostało z rabunkiem i zabijaniem Żydów, co stanowi tragiczny mit założycielski II Rzeczypospolitej. W rabunkach i przemocy uczestniczyli nie tylko bandyci i żołnierze, ale także eleganckie Lwowianki, a nawet osoby o „nader inteligentnych” twarzach, wskazujących na lepsze pochodzenie.

Pogrom obejmował nie tylko grabieże i przemoc fizyczną, ale także przemoc symboliczną: palenie zwojów Tory, synagog, poniżanie i upokarzanie Żydów. Świadkowie opisywali brutalne pobicia, zmuszanie rodzin do oglądania katowania bliskich, grabienie żywych i zamordowanych. Relacje te, często spisywane w prostych słowach, bez emocji, ukazują grozę tamtych dni.

Choć Lwów był bogatym miastem, zamieszkanym przez polską elitę intelektualną i administracyjną, a dobrobyt dotyczył zarówno Polaków, jak i Żydów, to Polacy dominowali i rządzili od drugiej połowy XIX wieku. Pogrom trwał dwa dni, a ataki na ludność żydowską powtarzały się do maja 1919 roku. Brak oburzenia prasy i alarmu za granicą wynikał z milczenia całego miasta. Rada Miasta uchwaliła, że ludność polska nie miała nic wspólnego z tymi wydarzeniami. Jedynie Andrzej Strug w „Robocie” opublikował artykuł „Lwowski pogrom”.

Za granicą larum było. Lwowianie jednak nie wykazywali wstydu ani żalu. Jedyna relacja o plamie na honorze miasta pochodzi z prywatnych rozmów członka komisji Morgenhaua. Starszy pan ze szwajcarskiej Polonii wspominał, że jako student we Lwowie „laliśmy Żydów”, co było jego najpiękniejszym wspomnieniem studenckich lat. Lwów był miastem niezwykle antysemickim, a nienawiść do Żydów sięgała zenitu w okresie międzywojennym. Mimo to, byli żydowscy mieszkańcy Lwowa, nawet na emigracji, kochali swoje miasto.

Władze polskie wysłały do Lwowa komisję MSZ pod przewodnictwem Józefa Wasserzuga, która w listopadzie 1918 roku stwierdziła jednoznacznie, że we Lwowie doszło do pogromu. Raport ten, podobnie jak raport sędziego Sądu Najwyższego Zygmunta Rymowicza, został utajniony w okresie międzywojennym. Raport Chrzanowskiego i Wasserzuga ujrzał światło dzienne dopiero w 1984 roku, a raport Rymowicza ocalał po angielsku w Bibliotece Kongresu USA. Utajnienie tych dokumentów przez polskie władze wynikało z braku powodów do chluby w obliczu trwającej konferencji pokojowej w Paryżu.

Książka Grzegorza Gaudena, mimo krytyki metodologicznej, stanowi ważny głos w dyskusji o trudnych aspektach polskiej historii. „Lwów - kres iluzji” rzuca światło na wydarzenia, które przez lata były przedmiotem zmowy milczenia, zmuszając do refleksji nad mitem założycielskim II Rzeczypospolitej i jego konsekwencjami.

Tagi: #gres #iluzji #gauden

Comments are closed.